Ogłoszenia towarzyskie - wyszukiwarka

lat
kg.
cm.
/10
PLN
UWAGA! Prosimy nie podawać zapytań o wiek, wagę, rozmiar biustu itd. w polu przeznaczonym na słowa kluczowe. W tym celu skorzystaj z wyszukiwania zaawansowanego. Dziękujemy za współpracę!


Jak poprawnie korzystać z prysznica

Dobra, nie wierzę, że muszę to pisać. Ale chyba trzeba przyszłym klientom prostytutek dawać instrukcję tego, jak się myć!

Rozumiem, że faceci wpadają do mnie w drodze z pracy do domu albo wymykają się wieczorem przed snem. Czaję to, w mieszkaniu mam osobną łazienkę dla klientów połączoną z sypialnią. Zawsze czeka tam mydełko, chusteczki nawilżane, prysznic, daje do ręki czysty ręcznik i proszę o odświeżenie się. Ja jestem już gotowa, więc czas na Ciebie! Jeżeli klient sobie życzy, to możemy zacząć już pod prysznicem, żeby odświeżenie przebiegało przyjemniej. Tylko jest jeden warunek - z odświeżenia musisz skorzystać. Bo ja nie wiem, czy się myłeś, kiedy się myłeś i ile godzin do mnie jechałeś. Po prostu chcę, żebyś był czysty i pachnący, tak samo, jak ja.

Będę musiała jednak zawiesić jakąś instrukcję tego, jak myć sobie fiuta. Naprawdę, masa facetów ma z tym problem. Pokropią sobie wodą, namydlą skórę wokoło i voila, umyty! Acha, na pewno… A może by tak trochę dokładniej? Bo potem chcesz loda i mnie nawet przez gumkę zapach odrzuca. Weź się przyłóż trochę dokładniej, te 5 czy 10 minut na prysznic nie są wliczane w czas seksu, więc w czym problem?

Nie mówię już o myciu innych części ciała… Tragedia, żeby dorosłym facetom trzeba było takie rzeczy tłumaczyć. Zresztą kobiety nie są lepsze - nie miałam wiele damskich klientem, ale kilka się trafiło i też musiałam kiedyś zabrać jedną pod prysznic, bo wodę to chyba widziała tylko przez chwilę.

Może powieszę na drzwiach tabliczkę “nieumytym wstęp wzbroniony”?

Zobacz komentarze (5) · Powrót do listy postów

Riki-tiki narkotyki

Lubię sobie czasami zapalić trawkę. Relaksuje mnie to, ale nie robię tego codziennie czy z jakąś specjalną regularnością. Trawka to jednak ulubiony narkotyk wielu osób (tak, tak dla mnie to narkotyk, miękki, ale nadal narkotyk), a ogólnie problem narkotyków jest u wielu prostytutek widoczny.

Nie wiem, czy niektóre laski starają się w ten sposób zagłuszyć wyrzuty sumienia, czy dodać sobie powera na nocne harce, ale problem jest. Tylko, że on zazwyczaj dotyka tych stojących na drogach, które są zarazem najbiedniejsze i najwięcej muszą się wystać za kasą. Ot taki mały paradoks. Może to przez trudne warunki pracy? A może przez to, że alfonsi im zapewniają pierwsze darmowe dawki, a potem jakoś idzie z górki? Nie wiem, mogę sobie tylko gdybać.

Jak dla mnie narkotyki to świństwo, zresztą jakby wyglądała? Na jakiejś imprezie z klientem naćpana? Albo upita? Po alko na imprezach nie sięgam. Ja muszę wyglądać jak milion dolarów nawet o trzeciej rano, a mój klient o ten godzinie może sobie nawet rzygać na siebie w kiblu. Jemu to wybaczą, ale on mi nie wybaczy, jeżeli to ja pierwsza pójdę spać albo będę leżeć pod stołem. Lampka wina na rozluźnienie jest ok, trawka raz w miesiącu jest ok, ale w żyłę sobie dawać nie będę.

Zobacz komentarze (5) · Powrót do listy postów

Gdyby moja córka była prostytutką

Kiedyś usłyszałam od klienta “a co jeżeli twoja córka byłaby prostytutką?”. Dziwne pytanie do zadania w trakcie seksu, no ale każdego kręci coś innego.

Jakiś czas temu zaczęłam się nad tym zastanawiać. Nie, nie mam dzieci i ich nie planuję w najbliższych czasie, ale cholera… faktycznie trudne pytanie. Chociaż niekoniecznie dla mnie. Sama pracuję jako prostytutka i mi się to podoba. Lubię wolność, jaką daje mi ta praca, lubię to, że nie mam nigdy problemów z kasą. Lubię to, że stać mnie na prywatnego lekarza i nie muszę liczyć, czy po wizycie u dentysty wystarczy mi kasy na jedzenie. Nie mam problemów z zakupem niczego, więc dlaczego nie miałabym uwielbiać mojej pracy?

To tylko jakieś społeczne przekonanie, że bycie prostytutką jest nienormalne i niemoralne, że trzeba z tym walczyć i nie pozwalać dzieciom się w to bawić. Oczywiście, nie namawiam żadnych osób, ani nie będę namawiać moich dzieci do takiej pracy, ale jeżeli komuś to odpowiada, to czemu nie? Szkoda tylko, że ten zawód wiąże się z takim niezrozumieniem. Nie możemy oficjalne płacić podatków, bo nie ma zawodu prostytutki. Jedyne co można zrobić, to otworzyć studio masażu egzotycznego, zresztą ten sposób jest wybierany przez wiele dziewczyn. Chcemy żyć uczciwie, tylko nam się to utrudnia. Pamiętajcie - żadna praca nie hańbi! A prostytutka nie musi być zdesperowaną narkomanką, może być zadbaną i elegancką kobietą, która po prostu wybrała taką drogę.

Zobacz komentarze (3) · Powrót do listy postów

Mam haka na polityka

W mojej pracy zapraszam do łóżka różnych panów. Zazwyczaj to tak zwana klasa średnia i wysoka, faceci niemający czasu na dziewczyny, albo mający za dużo kasy. Zdarzają się także lokalne osobowości.

Wiecie co? Kiedyś bym tego nie zrobiła, ale teraz robię - zbieram dowody ich przychodzenia do mnie. Zrobię ukradkiem zdjęcie, nagrania z kamery (która jest dobrze ukryta, żeby się nie burzyli), skany smsów. Dlaczego? Bo kiedyś miałam sytuację, że wysoko postawiony facet nie chciał mi zapłacić za całonocne towarzystwo i towarzyszenie mu na imprezie… To bym może i przebolała, ale jeszcze facet się ze mnie śmiał, że chuja mu zrobię i takie dziwi jak ja latają mu koło dupy. No i faktycznie, chuja mogłam mu zrobić, bo szanowałam obsesyjnie prywatność moich klientów, więc starałam się, żeby zostawiali jak najmniej śladów po sobie. Kasy nie odzyskałam, a dodatkowo nieźle się wkurwiłam.

Niestety moi drodzy, życie jest brutalne, a ja sobie nie dam w kaszę dmuchać. Nie chwalę się tym Wam, po prostu wiedzcie, że czasami osoby, po których się tego byście nie spodziewali, mogą na was mieć haka. Szanujcie innych, nawet dziwki, a one też będą was szanować i nigdy nie pozwolą, żeby takie rzeczy wyszły na wierzch. Co dziwne, wielu facetów mi się chwali, gdzie pracują. Bo kto dba w dzisiejszych czasach o swoją prywatność? Taka lekkomyślność aż się prosi o wykorzystanie.

Zobacz komentarze (3) · Powrót do listy postów

Kupię sobie psa obronnego...

Za każdym razem, kiedy przydarza mi się taka sytuacja, to obiecuję sobie, że zatrudnię ochroniarza albo kupię psa obronnego. Na razie moją jedyną obroną jest K., ona dba o mnie, a ja o nią i zawsze wiemy, co druga właśnie robi i ile klientów przyjmuje. No i mam kamerę w korytarzu.

Co się wydarzyło? Umówił się ze mną facet, konkretny, szybki telefon, szybka rozmowa, szybkie ustalenie daty i dziękuję, do widzenia. Przychodzi na osiedle, puszcza sygnał, ja dzwonię i mu tłumaczę jak ma do mnie trafić - normalna procedura. Dzwoni domofonem i widzę kurwa nie jednego faceta, ale dwóch. Chuj. Pytam, o co chodzi, a on, że z kolegą przyszli po pieniądze. Jebani alfonsi, myślą, że przejdą się po prostytutkach, a one będą im płacić za “ochronę”. A wiecie, do czego się ich ochrona sprowadza? Do tego, że ci nie wpierdolą albo nie obleją kwasem oni sami. Zajebiście, ja podziękuję. To już kolejny raz, kiedy mam taką sytuację, szukają naiwnych.

Niektóre laski się zgadzają, inne nie. Ja należę do tego drugiego obozu, nie ma na mnie chuja we wsi, nie będę nikomu płacić za nic. Ale zapytałam, ile chcą - albo25 % dziennego utargu albo 150 zł dziennie. No to mówię, że zaraz zejdę na dół z kasą, niech poczekają. No i zadzwoniłam na policję, że jacyś podejrzani faceci kręcą się pod blokiem i chcą ode mnie kasę. Sutenerstwo jest karalne, ale dawanie dupy nie. Zresztą, kto mi udowodni, że tak zarabiam? Kazałam im poczekać, bo muszę się ubrać. Niestety, zanim podjechała policja, to oni już zauważyli radiowóz i spierdolili. Policjanci przyszli, pogadali, nie pytali o nic za bardzo, zresztą pewnie wiedzą, że jestem prostytutką, bo to taka tajemnica poliszynela na moim osiedlu.

Obiecuję, że po kolejnym razie kupuję psa obronnego, takie wyszkolonego w chuj. Kiedy tylko ktoś taki się pojawi u moich drzwi, to mu pies odgryzie jaja.

Zobacz komentarze (2) · Powrót do listy postów

Minusy bycia dziewczyną do towarzystwa

Kiedy jesteś dziewczyną do towarzystwa, to nie jest zawsze różowo i kolorowo. Największym minusem dla mnie jest to, że trzeba się przywiązać do jednego faceta i tylko z nim bujać się po imprezach. Lepsze towarzystwo zazwyczaj obraca się w tych samych kręgach i nie można sobie pozwolić na to, żeby jednego dnia pójść na imprezę z Aleksem, drugiego dnia z panem X, a trzeciego z panem Y. Chociaż wszyscy wiedzą, że Ci za to płacą, to musisz zachowywać pozory normalności i grać. Wkładasz maskę i udajesz dziewczynę, żonę, matkę jego dzieci. A żony codziennie się przecież nie zmienia.

Przez to zarobki są ograniczone do tego, jak często facet ciebie potrzebuje i jak hojny jest w stosunku do Ciebie. Aleks proponował mi, że będę jego utrzymanką, zapłaci mi za rachunki, jedzenie, mieszkanie, ubrania, będę miała wakacje z nim, a do tego dorzuci kieszonkowe. Tylko miał jeden warunek - będę zawsze z nim chodziła na imprezy, z nikim innym. Początkowo się zgodziłam, ale już jakiś czas później zaczęłam się z tego układu wycofywać, na szczęście nie robił problemów i to zrozumiał.

Jasne, świadomość, że w każdym momencie może zadzwonić i pojedziemy w jakieś ciepłe, egzotyczne miejsce na wakacje była super. Świadomość, że załatwi mi zaliczenie egzaminu z przedmiotu, którego nie lubiłam, też była super. Ale to ograniczenie wolności było nie dla mnie. Poza tym w łóżku było gorzej niż źle, wytrzymywał jakieś pół minuty i potem od razu zasypiał. Jednak chyba wolę moich zmiennych klientów, czasami trafi się jakaś perełka.

Poza tym ta świadomość, że w każdej chwili muszę być gotowa… no cóż, trochę to męczące. Chociaż znam przysłowie “myjcie się dziewczyny, bo nie znacie dnia ani godziny” to czasami lubię mieć trochę luzu. Jeżeli nie mam klientów i nie ogolę nóg przez jeden dzień, to nikt nie umrze, a ja będę miała więcej czasu na ulubiony serial. Bycie dziewczyną do towarzystwa na pełen etat to ciągle siedzenie na szpilkach i czekanie - zadzwoni czy nie? Dzisiaj gdzieś wychodzę czy nie? Trudno cokolwiek zaplanować, nawet weekendowe odwiedziny w domu rodzinnym.

Stawki są lepsze, ale w końcu coś za coś, prawda? Wolę jednak zajmować się tym tylko od czasu do czasu, bo na stałą współpracę nie mam co liczyć. Zresztą po jakimś czasie dowiedziałam się, że Aleks zaczął wyrabiać mi negatywną opinię w środowisku… Super, dzięki złamasie! Na szczęście zmieniłam miejsce zamieszkania i środowisko, więc teraz mi to zwisa i powiewa. No i nauczyłam się tego, że stałe układy bywają zdradliwe. Amen.

Zobacz komentarze (1) · Powrót do listy postów

Dziewczyna do towarzystwa

Jeżeli w ręce wpadnie wam kiedyś wyszukiwarka ogłoszeń towarzyskich, to może znajdziecie mnie. Co więcej - moje ogłoszenia są nie tylko w dziale z seksem, ale także ogłaszam się jako dziewczyna do towarzystwa.

Nie powiem, taka praca podoba mi się naprawdę bardzo, więc korzystam z niej, póki mogę. Jak się zaczęło? Wszystko od Tomka, tego faceta, z którym po raz pierwszy uprawiałam seks za pieniądze, jakiś czas potem jego kolega był zaproszony na ważną imprezę, z prezesem firmy, który przyleciał na uroczystość specjalnie z USA. Kolega Tomka, nazwijmy go Aleks, potrzebował oczywiście jakiejś zajebistej towarzyszki. Niestety, jak sam on o tym mówi, popełnił błąd i wziął kilka lat wcześniej z osiemnastką, która z nim zaciążyła. On miał dziesięć lat więcej i chciał dobrać się tylko do jej dziury, a ona zapewniła, że brała tabsy. Dobrze wiedziała, że Aleks miał nadzianych rodziców, którzy dodatkowo byli dosyć religijni. Młoda złapała go na dziecko, oczywiście do pracy nigdy nie poszła, a jej jedynym zajęciem stało się obżeranie i tycie. Zresztą czego wymagać od niewykształconej siksy, której jedynym osiągnięciem był ślub, do którego poszła z brzuchem? Aleks nie mógł się z nią oczywiście nigdzie pokazać, a w sumie to nawet większość osób w pracy nie wiedziała, że miał żonę i dziecko.

Tomek polecił mnie Aleksowi, umówiliśmy się na kawę. Niezbyt przystojny, ale z pewnym urokiem, dobrze wychowany, nadziany, z szansą na awans, do którego najlepsza droga wiodła przez serce prezesa z USA. Zaproponował mi dużo, naprawdę dużo jak na tamte czasy dla mnie. Dwa tysiące za wieczór plus zakupy i fryzjer, żebym mogła wyglądać jak milion dolarów. Kupa kasy, żal było nie spróbować, chociaż stresowałam się przed spotkaniem z tak ważnymi ludźmi, w końcu dopiero co skończyłam dwadzieścia lat i wyjechałam do dużego miasta z zapyziałej wsi.

Przez cały wieczór nie jadłam prawie nic, kawior, krewetki i małże widziałam po raz pierwszy raz na oczy i jak ja to niby miałam jeść? Zjadałam tylko kanapeczki z kozim serem i gruszką, aż mi się potem tym serem przez dwa dni odbijało. Na szczęście nie muszę pić alkoholu, żeby dobrze się bawić, więc ograniczyłam się do dwóch kieliszków szampana, które i tak nieźle przez brak jedzenia mi namieszały w głowie.

Mimo to spodobało mi się i to bardzo. To była zupełnie inna klasa ludzi, z takimi nie miałam wcześniej do czynienia. Ale oni najwyraźniej mieli dużo do czynienia z dziewczynami do towarzystwa, bo prawie co druga laska była wynajęta. Zresztą byłyśmy tylko ozdobą, nikt się nam nie pytał, czy jesteśmy razem, jak się poznaliśmy, gdzie pracuję… Jak dla mnie super, bo takich pytań się bałam, a okazało się, że na ważnych imprezach żony zazwyczaj zostają w domu. Co więcej - w tej cenie był też seks po, ale Aleks tak się upił, że mu nie stanął i koniec końców otrzymałam całą kasę z przełożeniem seksu na inny raz. Bycie dziewczyną do towarzystwa ma jednak swoje minusy i o nich napiszę kolejnym razem.

Dodaj komentarz · Powrót do listy postów

Najbardziej wkurzający klient

Przypomnijcie mi, dlaczego nadal umawiam się z pewnymi klientami? Achh tak, bo płacą dużo! Ale w końcu mówię basta i wykreślam kilka osób z mojej listy na zawsze. Szczególnie pewnego pana Kamila. Wykreślam go podwójnie, bo to chyba najbardziej wkurzający klient, jakiego mogłam mieć.

Kamil, Kamil hmmm… pierwszy raz chyba pojawił się u mnie rok temu, z polecenia kolegi. Facet po 50., zadbany, mądry, ale kurcze… straszliwie wkurzający. Niektórzy mają w sobie taką wkurzającą manierę, a on jest chyba królem tych osób. Nie chodzi o to, że jest niekulturalny, śmierdzący czy cokolwiek innego. Jest po prostu… uciążliwy? Ciężki? Nie wiem jak to inaczej określić.

Podczas seksu cały czas gada i pyta się mnie, czy jest mi dobrze. Porada na przyszłość - nie zadawajcie takich pytań prostytutce! Czasami jest dobrze, czasami bardzo dobrze, a czasami bardzo źle. Przychodzicie do mnie, żeby poużywać sobie, a nie żeby dbać o to, jak dobrze mi jest. Chociaż zazwyczaj seks mi się podoba, to z tym facetem akurat nie i co mam mu powiedzieć? Oczywiście to, co chce usłyszeć, za to mi płaci, ale to samo pytanie po raz trzydziesty jest męczące! Dobrze przynajmniej, że płaci i to znacznie więcej niż inni. W innym przypadku już dawno bym go wykreśliła z listy klientów, ale na razie… ciężko mi z tym będzie. Nie jestem taka głupia, żeby pozbywać się kogoś, kto jest gotowy płacić mi więcej bez zająknięcia. Niestety, ale czara goryczy zaczyna się już przelewać. Te pytania, jego zachowanie jakby był księciem i pytanie, czy zmieniłaś pościel oraz czy umyłam się po poprzednim kliencie… no naprawdę, niedługo mnie coś strzeli! Właśnie dlatego się z nim pożegnam, bo nie mam ochoty, żeby ktoś podawał w wątpliwość mój profesjonalizm i przy tym zachowywał się, jakby był młodym bogiem.

Zobacz komentarze (2) · Powrót do listy postów

Też się masturbuję

Wiecie co, z moją przyjaciółką K. możemy rozmawiać o wszystkich. Fakt, że jesteśmy dwoma prostytutkami, nie znaczy, że gadamy tylko i wyłącznie o naszej pracy, ale nie powiem - taka praca zbliża i otwiera.

Ostatnio K. zapytała mnie, czy się masturbuję. Wiecie co? No jasne, że tak! Po mojej odpowiedzi roześmiała się i odetchnęła z ulgą, bo ona też to robi, tylko wydawało jej się, że to może jest… nienormalne? W końcu kto po kilku razach dziennie ma jeszcze ochotę na seks? Chyba każda z nas haha.

W końcu klienci trafiają się różni, niektórzy bardziej obeznani z damską anatomią, a inni gorzej. A orgazm to nie takie hocki-klocki jak się niektórym mogłoby wydawać. Trzeba się postarać, nie wystarczy nacisnąć na łechtaczkę i koniec.

Może jesteśmy niewyżyte czy coś, ale dla mnie to nigdy nie podlegało dyskusji, że będę się cały czas masturbować. Najbardziej lubię to robić przed snem, bo orgazm mnie doskonale odpręża. Kiedy jestem sama, to potrzebuję góra dziesięciu minut i potem zasypiam jak dziecko. Seks za pieniądze trochę mnie jednak zniechęcił do gadżetów i najlepiej sprawdzają się moje paluszki. No i tylko czasami się zastanawiam, jak można tego nie lubić?!

Zobacz komentarze (3) · Powrót do listy postów

Zakupy, zakupy!

Może jestem dziwna, ale nie lubię zakupów. Najlepiej kupuje mi się przez neta. Zero wychodzenia z domu, zero tłumów, zero stania w kolejkach i lecenia na zakupy szybko, bo zaraz zamkną sklep. Przez internet kupuje mi się wygodnie. Ale dzisiaj wybrałam się osobiście do centrum handlowego, bo musiałam kupić trochę szmatek do pracy. Szybko mi się nudzi, to co mam, a zresztą nie pamiętam potem, czy klient mnie w tym widzi pierwszy raz, czy dwudziesty pierwszy raz.

Lubię kupować seksowne ciuszki w sklepach, bo lubię patrzeć na zazdrosny i pytający wzrok ekspedientek i klientek, który zawsze mnie odprowadza do kasy i za drzwi. W końcu co jak co, ale laska kupująca dwadzieścia gorsetów i seksownych stringów, to chyba niezwykły widok. Najwyraźniej takie stroje budzą zgorszenie, więc trzeba, chociażby wzrokiem potępić kupującą.

Jestem trochę próżna, bo lubię, kiedy ludzie patrzą na mnie pożądliwie, więc czasami “przypadkiem” nie zasłonię dobrze zasłonki albo wyjdę w seksownej halce z przymierzalni, żeby się przejrzeć z daleka. Najszybciej na to reagują grube baby, bo zanim ich facet się zorientuje, że latam półnaga, to one już go odciągną do drugiego sklepu haha.

Dzisiaj jednak odbyło się bez ekscesów, może ta pogoda sprawia, że jakoś mniej ludzi w sklepach się kręci? Zresztą nikogo ciekawego nie było, przed kim można by przez przypadek się schylić i pokazać majtki. Tak więc dzisiejsze zakupy uważam za nieudane, chociaż sporo rzeczy pokupowałam. Nowe pończochy, kilka koronkowych piżamek, satynowy szlafroczek, nowe buty na obcasie. A teraz przeglądam strony z seksowną bielizną i sex shopy internetowe, bo szukam czegoś więcej. Jakoś po tych zakupach czuję niedosyt.

Zobacz komentarze (4) · Powrót do listy postów