Ogłoszenia towarzyskie - wyszukiwarka

lat
kg.
cm.
/10
PLN
UWAGA! Prosimy nie podawać zapytań o wiek, wagę, rozmiar biustu itd. w polu przeznaczonym na słowa kluczowe. W tym celu skorzystaj z wyszukiwania zaawansowanego. Dziękujemy za współpracę!


Największy kutas świata

W trakcie mojej kariery miałam przyjemność obcować z różnymi penisami. Mniejsze, większe, cieńsze i grubsze - wiadomo, że najwięcej atrakcji i zainteresowania wzbudzają te ogromne. Jaki był największy kutas, jakiego obsługiwałam?

Należał do angielskiego studenta, który jak łatwo się domyśleć po rozmiarach - był czarny. Zresztą całkiem przystojny i miły chłopak, przyjechał na kawalerskie kolegi. Nie wiem, czy wiecie, ale robienie sobie bachelor party w Polsce, to dla nich coś normalnego i przede wszystkim taniego. Mimo to panowie nie skąpili i zaprosili sześć dziewczyn na dziesięciu facetów.

Trevis, bo tam mu było na imię, miał po prostu kutasa jak maczugę, nie wiem ile centymetrów miał, ale na oko to jakieś 25 - 27 cm. Do tego dodajcie sobie naprawdę duży obwód i wychodzi prawdziwy pyton haha.

Co lepsze - umiał się tym pytonem obsługiwać, nie zakładał, że skoro jest duży, to na tym jego robota się kończy. Niestety, ale większość szczodrze obdarzonych przez naturę właśnie tak do tego podchodzi i trzeba nad nimi skakać jak nad kutasami specjalnej troski. Trevor po prostu robił należyty użytek z tego, co chował w bokserkach.

To zdarzenie miało miejsce niedawno, więc to nie był mój pierwszy raz na wieczorze kawalerskim, ani też pierwszy raz, kiedy widziałam dużego penisa, ale kiedy go ujrzałam, to się po prostu przestraszyłam, że nie dam rady i chciałam nawet się zamienić z inną dziewczyną. Na szczęście “jak się popieści, to się zmieści” zadziałało. A z właścicielem tego kutasa chętnie bym spotkała się jeszcze nie raz, nawet nieodpłatnie.

Zobacz komentarze (5) · Powrót do listy postów

Każdy zaczyna inaczej - historia Sabiny

Na samym początku napisałam Wam, jak zaczęłam ja. Początek trochę z dupy - ni stąd, ni z owąd zaczęłam dawać dupy. Nie u każdego tak jest i dzisiaj podzielę się historią, którą opowiedziała mi moja dobra koleżanka Sabina. Na naszych przykładach widać doskonale, że każdy zaczyna inaczej i każdą z nas motywują inne rzeczy.

U Sabiny wszystko zaczęło się, kiedy miała 16 lat, a jej potrzeby rosły. Była ukochaną, najmłodszą córeczką rodziców, miała od nich wszystko, a ona chciała coraz więcej. Odpowiedzią na problem zbyt małego i szybko znikającego kieszonkowego okazał się jej szwagier, który kiedyś pół żartem, pół serio zaproponował jej 50 złotych za zobaczenie cycków. W międzyczasie zabrał ją na zakupy i do restauracji, więc Sabinie oczy się zaświeciły. Pokazała mu w końcu po kilku tygodniach cycki i dostała kasę. Kolejne 50 złotych zarobiła za pocałunek. A potem zaproponowała mu seks za 140 złotych - tyle jej brakowało do kupna drogiej, firmowej bluzy.

Sabina nigdy się nie przejmowała swoją siostrą, bardziej liczyła się po prostu dla niej kasa, a szwagier stał się jej stałym źródłem. Mieszkali niedaleko, więc wieczorami wymykał się z domu, żeby poruchać młodą dupę, a nie jej o 12 lat starszą siostrę. Wszystko szło dobrze do momentu, kiedy siostra Sabiny to odkryła i wywaliła go z domu, a przy okazji rozwodu zabrała mu wszystko. Zresztą Sabina z nią nie utrzymuje żadnych kontaktów.

Pomogło jej jednak to zrozumieć, że kasa to jest to, czego ona chce. Kiedy miała jakiegoś chłopaka (a zajebista z niej laska, więc miała sporą kolejkę do siebie) to tylko ciągnęła z niego kasę - a to kupił jej ubranie, a to zabrał do klubu, a to dorzucił się 20 złotych do wycieczki szkolnej… nieważne co jej dawał, ale musiało to być coś materialnego i ciągnęła z faceta dopóki, mógł sobie na to pozwolić.

Teraz Sabina ciągnie chuje jako profesjonalistka i dalej tylko liczy kasę. Nie mają dla niej znaczenia opinie innych, nawet jej rodzice wiedzą, że jest dziwką. Tylko, że ona przewala wszystką kasę. Ile razy by dupy nie dawała, to zawsze jej na wszystko brakuje - ten typ po prostu tak ma i mam nadzieję, że nie obudzi się z ręką w nocniku, kiedy będzie stara i brzydka.

Dodaj komentarz · Powrót do listy postów

Ślub z klientem

Wśród moich klientów są różne osoby, różny wiek, różne upodobania, różne wykształcenie… ale mają element wspólny - większość z nich wstydzi się chodzenia na dziwki, to nie jestem temat do rozmów przy rodzinnym stole, a co najwyżej można się pochwalić kolegom z siłowni.

Z tego powodu ślub z dziwką wydaje się większości facetów czymś dziwnym, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że miałam nigdy matrymonialnych propozycji. Ba! Uważam nawet, że jak na bycie prostytutką to miałam ich wiele za wiele. Dla niektórych osób to chyba jakiś fetysz i sposób na podkręcenie temperatury. Szepczą słodkie słówka, jakbyśmy byli zakochani, a prawie przy finale pytają, czy za nich wyjdę.

Jest też oczywiście osobna grupa, osób z jakimiś zaburzeniami, które naprawdę myślą, że mnie kochają, a ja ich. Nachodzą mnie z kwiatami, kolczykami i pierścionkami zaręczynowymi. Tacy klienci mają wstęp do mnie tylko raz, kiedy zorientuję się, o co chodzi, nie chcę ich nigdy więcej widzieć.

Ostatni typ oświadczających się klientów tak naprawdę się nie oświadcza, ale można zasłużyć sobie u nich na bycie żoną lub prawie-żoną. To bogaci faceci, którzy wybierają ekskluzywne prostytutki dla zabawy. Teoretycznie nie chcą się wiązać, ale można im wpaść w oko, a jeżeli zaskarbi się sobie ich sympatię, to można awansować na kogoś ważniejszego niż prostyturka. Ten typ facetów ma kasę, stać ich na utrzymanki, które traktowane są jak ptaszki w złotej klatce - elegancka fryzura, duże cycki i siedzenie cicho, to najważniejsze, co musisz sobą reprezentować.

O tym ostatnim typie facetów na pewno napiszę jeszcze w przyszłości, bo trafiło mi się kilku takich adoratorów.

Zobacz komentarze (2) · Powrót do listy postów

Kiedy się zestarzeję…

Największym zmartwieniem postronnych osób jest chyba to, co będę robić, kiedy się zestrzajeję. Wiecie, co będę robić? Będę się opalać na tropikalnej wyspie, będę wyglądać zajebiście i nie będę musiała mrozić kości w komunalnym mieszkanku, starają się przeżyć za marną emeryturkę.

Kasę na moją emeryturę już odkładam. Jestem jak modelka - albo w pewnym momencie zakończę karierę, albo w pewnym momencie nabierze ona jeszcze większego tempa. Popatrzecie na Noemi Campbell, Heidi Klum czy Vanesse Paradis - zestarzały się, a mimo to nie schodzą z ust wielu osób. Może ze mną też tak będzie? Może z wiekiem zestarzeję się, jak dobre wino, a klienci będą walić do mnie drzwiami i oknami?

Chciałabym, żeby starość nie nadeszła, ale wiem, że zbliża się z każdym dniem. Nie jestem osobą, która żyje z dnia na dzień, więc skrupulatnie odkładam pieniądze na czarną godzinę, bo wiem, że prędzej czy później kiedyś nadejdzie, chyba że… wydam się za mąż za własnego klienta albo będę bawić się w bardziej zaawansowany sponsroring. Na tym można pożyć dłużej i kto wie, może któregoś się i ja się przebranżuję?

Zobacz komentarze (4) · Powrót do listy postów

Moi rodzice wiedzą, że…

Pewnie większość z Was zżera myśl o tym, co wiedzą moi rodzice. Wiedzą, że wychowali sobie prostytutkę? Nie boisz się, że Ciebie nakryją?

Co do bycia nakrytą, to JUŻ się nie boję, ale kiedyś strasznie się o to srałam. Historia z Maćkiem nauczyła mnie trochę na temat prywatności i lepszego ukrywania swojego prawdziwego “ja”. Nie sposób ukryć się całkowicie, ale jeżeli ktoś ma coś odkryć, to zrobi to mimo wszystko i będzie mógł zdobyte informacje wykorzystać w dowolny sposób. Mogę zabezpieczać siebie, jak chcę, ale w sieci nikt nie jest anonimowy, a przecież kiedyś pojawiły się tam moje zdjęcia i anonse towarzyskie.

Sami nic nie odkryją. Nie korzystają z internetu. Nie robią mi niezapowiedzianych wizyt, bo to zbyt duża odległość na takie niespodzianki. W razie czego mam zawsze czas na posprzątanie i odwołanie spotkań z klientami (na szczęście rzadko). Nie znają znajomych mi osób związanych ze światem seksu.

Co mówię rodzicom? Moi rodzice wiedzą, że pracuję, że nieźle mi się powodzi, że często zdarzają mi się wyjazdy. Wiedzą, że mam mieszkanie. Myślą, że pracuje w zawodzie, w którym kształciłam się na studiach. Nie okłamałam ich , oni samo dopowiedzieli sobie tę część, a ja nie wyprowadziłam ich z błędu. Z takiego obrotu sprawy jestem zadowolona - oni wiedzą swoje, a ja wiem swoje. Czasami pytają “jak tam praca” i mówię, że wszystko okej albo, że miałam trudnego klienta hahaha.

To, że wybrałam taką, a nie inną drogę, to nie efekt złego wychowania. To po prostu efekt tego, że lubię prostsze rozwiązania, które pozwalają robić mi coś, co mi się podoba. A komu nie podoba się seks?

Zobacz komentarze (3) · Powrót do listy postów

Nie dawaj dupy za darmo!

Wiecie, co mnie najbardziej wkurza? Gówniary, które dają dupy za darmo lub za piwo. Psujecie rynek kurewki. Haha… śmiać mi się chce z samej siebie, kiedy pisze o “psuciu rynku”, taka zajebista ze mnie freelancerka, a niedouczeni amatorzy obniżają ceny… Ale taka jest prawda.

Klient musi mieć do dziwki szacunek, nie ma, że nie. Szacunek na poziomie bzykam cię, płacę, dziękuję i nie zawracam ci już dupy. Poza tym może mnie nienawidzić, może czuć do mnie wstręt i odrazę, może sobie pomyśleć co chce, ale tylko, żeby to mi nie przeszkadzało w pracy. Jeżeli ktoś zacznie odjebywać nie wiadomo jakie sceny podczas seksu, to wystawię go za drzwi.

Niestety, im młodsze pokolenia, tym więcej kurewek-amatorek. Ani nie stoją na ulicy, ani nie sposób znaleźć ich ogłoszenia erotyczne, ale zawsze się kręcą przy nadzianych facetach. Zazwyczaj to córeczki nowobogackich, którym z nudy palma odbija i dla zabawy stają się prostytutkami. Szukają wrażeń i jakiś ciekawych historyjek, którymi potem dzielą się z równie pojebanymi koleżankami.

Takie laski nie rozumieją, że dawanie dupy to też praca! Tak, praca i możesz sobie myśleć o tym, co chcesz, ale nie możesz zaprzeczyć, że w ten sposób też się pracuje. Trzeba wystać swoje na drodze albo napisać się ogłoszeń. Trzeba wydepilować każdy jebany włosek na ciele i codziennie wyglądać jak przed pierwszą randką. Trzeba być świeżą i pachnącą, nawet jeżeli z nieba leje się żar. Do tego trzeba zadowolić faceta, którego widzi się pierwszy raz. Trudne? Zajebiście trudne. Dodaj do tego jeszcze sprzątanie po każdym kliencie i wychodzi całkiem sporo obowiązków.

Mam więc mały apel do takich małolat - jeżeli chcecie dawać dupy, to poszukajcie wśród kolegów w waszym wieku, na pewno się ucieszą. Prostytucja to nie zabawa i gra, to coś, do czego trzeba podejść z głową!

Zobacz komentarze (5) · Powrót do listy postów

Czy wiedziałaś?

Moja dobra koleżanka Ania kiedyś zapytała mnie, czy wiedziałam, że będę dziwną. “Wiedziałaś? Chciałaś tego?” - a do tego szczere zdziwienie na twarzy. Z Anką znamy się od kołyski, więc wiedziałam, że prędzej czy później będzie musiała poznać mój sekret.

“Nie, nie wiedziałam.” powiedziałam zgodnie z prawdą. Przez długi czas bałam się facetów i kiedy moje koleżanki ciekały, za co przystojniejszymi egzemplarzami, to ja się tym nie jarałam. Kiedy w końcu znalazłam chłopaka, to długo zajęło mi przekonywanie się do fizyczności, do tej całej otoczki seksualności. Pierwszy raz? Phii… tragiczny. Jęczałam i wiłam się jak aktorka porno, tylko dlatego, żeby jemu się podobało, chociaż ja nie czułam zupełnie nic.

Nawet kiedy przeleciał mnie Tomek po spotkaniu w centrum handlowym, nawet kiedy włożyłam majtki do torebki i kasę do portfela, to nadal nie wiedziałam. Chyba mało która dziewczyna planuje, żeby zostać luksusową towarzyszką świadczącą swoje usługi w zamian za pieniądze. To nie jest jedno z tych marzeń, o którym opowiadasz z zapałem swojej rodzinie i znajomym. Czy trzeba mieć kurewski charakter? Wątpię, ja nigdy kurewką nie byłam. Chyba trzeba mieć w sobie jakąś iskrę i chęć zaistnienia, żeby bawić się w seks za pieniądze.

Zobacz komentarze (4) · Powrót do listy postów

Zazdrość i braterstwo u prostytutki

Powiem krótko - kobiety to suki. Zazdrość wśród prostytutek jest duża, bo tamta ma lepsze cycki, ta inne ma lepszego sponsora, a tamta ruda małpa jest gruba, a mimo to wszyscy na nią lecą. Paradoksalnie jednak wspieramy się i co jak co, ale żadna kurtyzana mnie w konia nigdy nie zrobiła. Czasami piszemy pod swoje ogłoszenia towarzyskie i umawiamy się na kilka spotkań z jakąś laską, której nie lubimy (dla niekumatych - oczywiście nikt na nie przychodzi, taki kurwa śmieszny żarcik), ale jakby miała problem, to wie, że jej nie zawiedziemy.

Najgorzej dogadujemy się chyba na poziomie kurwy drogowe i kurwy domowe. Te, które stoją przy drogach, myślą, że są zajebiste i takie wolne, a te pieprzące się tylko w domach to wygodnickie i leniwe babki. Za to my uważamy siebie za produkt luksusowy, a je za nosicielki rzeżączki.

Mimo to łączy nas nić porozumienia, nić osób wykonujących naznaczony szykanami i niezrozumieniem zawód. W sumie wszystkie w jakimś stopniu boimy się, że nasze matki się o tym dowiedzą, a niektóre muszą się ukrywać przed mężem i dziećmi. Koniec końców nie ma znaczenia, czy jesteś ćpunką stojącą pod lasem, czy tańczysz na rurze, czy sypiasz z biznesmenami - i tak zawsze jesteś zwykłą KURWĄ!

Zobacz komentarze (3) · Powrót do listy postów

Masz chłopaka?

Wiecie, o co często pytają mnie klienci? Nie o to, czy mam ciasną cipkę, czy lubię w dupę, albo czy mi się podobało. Tylko o to, czy mam chłopaka. Na chuj im ta wiedza? Zawsze mówię, że nie, bo po co mają się pchać z butami do mojego życia? Wystarczy, że pozwalam im włożyć penisa do moich ust.

Czasami słyszę, że szkoda… “Szkoda, że nie masz chłopaka” albo “Taka piękna i bez chłopaka?!”, rzadziej “To właśnie go znalazłaś he he he” - to ostatnio zazwyczaj od facetów po pięćdziesiątce, którzy mają grube żony, trójkę dzieci, a na seks chcą rabat. He he he, kurwa nie.

No ale masz tego chłopaka, czy nie?! Napiszę tak - miewam. To, że daję komuś dupy za pieniądze, nie znaczy, że muszę być wiecznie samotna. Chociaż powiem szczerze, że ciężko jest znaleźć normalnego faceta, który by zaakceptował moją pracę, więc trzeba być ostrożnym z wyborem. Historia z Maćkiem pokazała, że sobie można zawsze ze wszystkim poradzić, ale po co psuć sobie nerwy? Dla mnie nie ma drogi pośrodku i okłamywania - albo bierzesz mnie w pakiecie z prostytucją, albo idź szukać szczęścia gdzieś indziej.

Zobacz komentarze (8) · Powrót do listy postów

Najdziwniejsze rzeczy w burdelu

Wrócę jeszcze raz do burdelu (ale tylko w myślach!), chociaż pewnie jeszcze nie raz o tym okresie mojego życia wspomnę. Ostatnio tak się zastanawiałam, jakie były najdziwniejsze spotkania, jakie miałam, w burdel w końcu jest wylęgarnią dziwolągów.

Najbardziej z tamtego okresu zapadł mi jeden facet. Zawsze elegancki jak jakiś pan prezes, uczesany, umyty i pachnący. Przychodził, zamawiał kilka kieliszków wódki i talerz zagryzek, patrzył na tancerki, ale nigdy nie interesował się dziwkami za bardzo. Zresztą z tancerkami też się nie pieprzył, tylko oglądał. Nazywaliśmy go “Koneser”, a potem jedna laska powiedziała, że patrzy na nią, jakby chciał ją zjeść i zaczęliśmy na niego mówić “Kanibal”. Śmichy-chichy, ale chyba każda z nas by się posikała, jakby spotkała go gdzieś w ciemnej uliczce. Był taki wyrafinowany i dziwny, chociaż w sumie to był z niego stary dziad. W ogóle nie pracował do klubu nocnego niskiej jakości i do tych niedomytych kieliszków z wódki.

Pewnego dnia pan “Kanibal” zawiesił jakoś dłużej wzrok na K. (mojej ukochanej przyjaciółce) i jak zeszła ze sceny, to zaczął ją bajerować. Gadka-szmatka, laska chciała zarobić, a Miśka już się zaczęła krzywo patrzeć, że zamiast ruszać tyłkiem, to z kimś nawija. Może “Kanibal” wypił trochę za długo, ale w końcu dał się namówić, tylko powiedział K., żeby zabrała koleżankę do pokoju. Padło oczywiście na mnie i w sumie ciekawa byłam, co nam ten koleś zaprezentuje. Skoro tyle patrzył, to może w rozporku trzymał napięcie z tych wszystkich tygodni?

I wiecie co? Nico. Naprawdę. My się do niego mizdrzymy, jak głupie idiotki, a on do nas, że musi do łazienki na chwilę. Poszedł i nie wracał dziesięć minut, aż w końcu K. zapukała, żeby sprawdzić, czy wszystko okej. Po chwili wyszedł z łazienki, powiedział, że nam dziękuję i idzie na dół. Pobiegłyśmy w panice, że może szefowej coś powie, że naskarży, że niby mu loda nie chciałyśmy zrobić czy coś, a za to można było z roboty z hukiem wylecieć. A on do Miśki mówi, jakie piękne i utalentowane z nas dziewczyny, że takie super, zapłacił za trójkącik i wódkę, i poszedł w pizdu.

Dobra, wiem, pewnie spodziewaliście się czegoś innego i bardziej emocjonującego, ale to był moim zdaniem najdziwniejszy raz. Nie zawsze pieprzymy się z naszymi klientami, ale przynajmniej z nami gadają. Potem K. wysunęła teorię, że może chciał nas zabić i w tym kiblu rozmyślał wszystkie za i przeciw. W sumie to kij wie, ale jak się doda coś takiego do historii, to od razu nabiera innych kolorów.

Zobacz komentarze (1) · Powrót do listy postów