Ogłoszenia towarzyskie - wyszukiwarka

lat
kg.
cm.
/10
PLN
UWAGA! Prosimy nie podawać zapytań o wiek, wagę, rozmiar biustu itd. w polu przeznaczonym na słowa kluczowe. W tym celu skorzystaj z wyszukiwania zaawansowanego. Dziękujemy za współpracę!


Jak poradzić sobie z szantażem według dziwki

Pisałam już dwa razy o Maćku, więc najwyższy czas, żeby zakończyć jego temat. Przez tego debila musiałam pracować w burdelu przez jakiś czas… No dobra wiem, że w tym było też sporo mojej winy, bo po prostu nie zabezpieczyłam swoich zdjęć w należyty sposób, dałam się mu zastraszyć i dałam mu w tym momencie przewagę.

Po jakimś czasie praca w klubie nocnym zaczęła być równie ciężko, co ciągłe docinki Maćka. “Ooo chyba pracowałaś długo w nocy!” - słyszałam jakieś dwa - trzy razy w tygodniu. Stał się też bardziej nachalny, ciągle chciał siadać obok mnie, chodził za mną na przystanek… paranoja jakaś, a on się tylko śmiał pod nosem. Nie wiem, czy liczył na seks, czy mnie po prostu chciał kiedyś pobić w ciemnej uliczce. Po jakimś czasie zrozumiałam, że muszę powiedzieć STOP, bo jak tego nie zrobię, to nigdy się od niego nie uwolnię.

Na początku z nim chciałam pogadać, ale to było bez sensu, bo łapy kładł na mnie i zaczynał proponować seks za milczenie. Po moim trupie! Zmyłam się od niego, szybciej niż weszłam, a za pół godziny dostałam smsa. “Myślałaś, że będę z Tobą naprawdę chciał uprawiać seks? Haha, jesteś brudną dziwką. Przygotuj 2 tys. to nikomu nic nie powiem”. Biedny, mały chłopczyk z jeszcze mniejszym fiutkiem myślał, chyba że mnie w ten sposób zastraszy. Chyba sam się bał tego, że poskarżę się jego mamusie, że on zadaje się z dziwkami.

Powiem krótko jak było - w naszym ekskluzywnym “klubie nocnym” mieliśmy kilku ochroniarzy, którzy cierpieli na ABS (absolutny brak szyi!). Dwie flaszki to dla nich całkiem dobra waluta przetargowa. Resztę wyobraźcie sobie sami… Powiem tylko, że przez kilka dni Maciek nie chodził na zajęcia, bo mu tak ryj spuchł. Może i chciał pójść na policję, ale kolejna wizyta z miłym przypomnieniem, żeby wypierdalał z mojego życia, skutecznie go przekonała, żeby tego nie robić. Potem przepisał się do innego grupy, a może nawet zmienił szkołę, bo tego chujka już więcej nie widywałam.

A nie… raz go widziałam, jakieś rok temu, jak w supermarkecie wybierał płatki kukurydziane. Na mój widok prawie się zesrał ze strachu i stopił ze sklepową półką. Czasami najprostsze rozwiązania są najskuteczniejsze.

Zobacz komentarze (1) · Powrót do listy postów

Nie lepiej pracować gdzieś indziej?

Nie lepiej schudnąć? Nie lepiej wybrać inny kierunek studiów? Nie lepiej nie jeść cukru? Nie lepiej pomalować ścianę na żółto? Nie lepiej znaleźć normalną pracę?

A może nie lepiej się zamknąć, co? Bo wszyscy są nagle ekspertami od wszystkiego, kiedy trzeba kogoś umoralniać. Kiedy przychodzi do umoralniania dziwki, to już w ogóle - nagle wszyscy mają idealne morale, udane życie uczuciowe i seksualne, rąbią kasę jak dzicy i nie mają już miejsca na ścianie, żeby poprzyklejać kolejne stówki.

Zresztą czym jest NORMALNA praca? Na kasie po dziesięć godzin dziennie? W urzędzie, słysząc potem w domu, że tam to i tak tylko kawkę pijesz? W Niemczech zmieniając babkom pampersy i znosząc ich fochy w języku, które ledwo co znasz? A może praca od 6 do 14, w sam raz, żeby móc jeszcze trzymać krowę w oborze i mieć czas na jej wydojenie? Co to za dziwne przekonanie, że po NORMALNEJ pracy trzeba być zmęczonym, nie seksem, ale zapierdalaniem jak dziki w fabryce. Nie ma normalnej pracy, tak jak nie ma normalnych ludzi i normalnych preferencji. Każdy jest inni i dopóki moja praca nie robi nikomu krzywdy, to mogę ją wykonywać, jak tylko mi się podoba.

“Ale Ty rozbijasz rodziny, uprawiasz seks z mężami! To NIE jest normalne.” - na pewno ktoś tam pomyślał. Nie, ja nie rozbijam rodzin, nie zmuszam Twojego faceta do tego, żeby wsadził fiuta do mojej muszelki. On sam widzi moje ogłoszenie i chce z niego skorzystać. W końcu nudzisz mu się TY, nudzi mu się NORMALNA PRACA, nudzi mu się codzienne życie i chce spróbować przed śmiercią inną cipkę.

Swoją pracę uważam za bardzo normalną. Dla Ciebie tak nie jest? No to handluj z tym!

Zobacz komentarze (3) · Powrót do listy postów

Praca w burdelu

Jak już pisałam, do burdelu trafiłam przez Maćka, a ogłoszenie znalazłam w gazecie. Zadzwoniłam, poszłam do klubu na spotkanie. W ogóle to szukali tam tancerki, ale ze mnie bardziej obciągara niż tancerka. Na szczęście dobrze się prezentowałam, miałam doświadczenie w branży usług seksualnych, więc Miśka (czyli moja przyszła burdel mama, chociaż ona sama by mnie zabiła za to określenie, bo przecież to klub, a nie burdel!) i jej facet mnie przyjęli.

Dostałam nawet mundurek - dżinsową mini, kabaretki i koszulkę do pępka, czyli zestaw typu “wieś tańczy, wieś śpiewa”. Za godzinę seksu brali 150 zł, z czego 100 szło do mnie, a reszta dla nich. Do tego napiwki i czasami jakieś ekstra od szefowej, płatne co wieczór. Trzeba było podchodzić do klientów, pracowała nas tam szóstka w tym samym czasie - trzy dziewczyny przede wszystkim tańczyły, a kiedy miały ochotę, to szły na numerek z klientem, a reszta zajmowała się serwowaniem drinków i zadowalaniem klientów, także seksualnie.

Nie powiedziałabym, że to było przyjemne miejsce pracy, stawki mieli niskie, więc i klienci czasami niezbyt ciekawi. No i mieli piwo po 6 zł, więc ochroniarze dosyć często musieli “wypraszać” miłych dżentelmenów, którzy kupowali sobie piwko, patrzyli na tancerki i na nas, a pod stołem walili konia. Hajs się zgadzał jednak, więc to było najważniejsze, a do lokalu nie wchodzili młodzie faceci, więc byłam spokojniejsza o to, że Maćka tam nie spotkam. Poznałam tam za to K., która do dzisiaj jest moją drogą przyjaciółką i czasami nawet robimy jakieś akcje we dwie dla specjalnych klientów.

Najbardziej zabójcze dla mnie były jednak godziny pracy, bo zaczynałam wieczorem, a kończyłam praktycznie nad ranem. Powrót do domu, do łóżka na chwilę dosłownie i potem uczelnia, po uczelni coś zakuć w razie potrzeby (bo na naukę sił nie starczyło) i już trzeba było się szykować do pracy. Największa rzeź była w weekendy, ale wtedy przychodziły jeszcze dwie lub trzy Ukrainki do klientów. Rotacja była spora, pracowały tam laski mające 35 lat, jak i takie, które dopiero co dowód osobisty odebrały z urzędu. Nie byłyśmy podzielone na stałe zespoły, co trochę psuło atmosferę, bo nie można było nawet nikomu przekazać informacji na następny dzień, a Miśka zlewała niektóre tematy.

Było, minęło- to jest chyba moje motto życiowe i w tym przypadku też nie rozpatruję. Kiedy uporałam się z Maćkiem (napiszę jak), to szybko rzuciłam ten dosłowny i przenośny burdel. Gdybym nie miała teraz alternatywy, to pewnie bym znowu zarabiała w klubie, zresztą sporo dziewczyn sobie taki sposób zarobku chwali. Z tym że wybrałabym mądrzej miejsce.

Dodaj komentarz · Powrót do listy postów

Jak trafiłam do burdelu

Seks za pieniądze można oferować na ulicy, w domu, albo w burdelu. Trochę z tym burdelem wybiegam w przyszłość, ale kij z tym, później sobie zainteresowani ułożą w głowach chronologię. Przygodę z pracą w burdelu… tfu, tfu!... raczej w ekskluzywnym klubie nocnym dla Panów, miałam jakieś dwa lata po moim “pierwszym” razie. W ogóle te pierwsze dwa lata były burzliwe, bo zasmakowałam trochę kasy, potem nie miałam na chleb, bo żyłam ponad stan, a potem znowu zaczęło się wszystko kręcić, anonse erotyczne wisiały na stronkach i… chuj by strzelił Maćka z mojej grupy na studiach!

Maciek dowiedział się, jaka jest moja profesja i mnie zaczął szantażować. Na ogłoszeniach nigdy nie było widać mojej twarzy, ale już długie włosy i całe ciało tak. No i tak się zdarzyło, że kiedyś z Maćkiem i innymi znajomymi byliśmy na basenie, a na udzie miałam (miałam, bo teraz już wycięłam) niewielkie znamię, potocznie zwane myszką. Maciek patrzył chyba czas na mój tyłek, bo jakoś tak szczególnie zwrócił uwagę na tę myszkę. Właśnie to znamię mnie zdradziło, bo na jednym zdjęciu było je trochę widać. Do tego jeszcze kolor włosów, bo przeszłam epizod zmiany koloru z ciemnego na jasny i fryzjer walnął mi balejaż, tylko trochę mu nie wyszło i miałam na dwóch zdjęciach pasemka blond, rude i czarne. Teraz bym nie popełniła takich głupich błędów przy dodawaniu ogłoszeń, ale było i minęło, a ja nabrałam trochę doświadczenia.

Tak, więc Maciek przeglądając anonse erotyczne, trafił na moje ogłoszenie, zrozumiał, że to mogę być ja i zaczął mi podrzucać to niby żartem, a niby serio, jakieś sugestie, że wszystkim powie. Wtedy to dla mnie było nie do pomyślenia, bo nie byłam jeszcze taka otwarta, więc szybko usunęłam ogłoszenia, ale pracować musiałam. Tak, wiem, że głupio, że pousuwałam wszystko - ale po prostu się bałam tego debila, chociaż sama dałam mu argument w dłoń, kiedy się przestraszyłam i próbowałam zatrzeć fakty. O reszcie historii z M. napiszę następnym razem.

Zobacz komentarze (4) · Powrót do listy postów

Łatwo zostać dziwką

Wejdźcie na pierwszą lepszą stronę z ogłoszeniami. Albo weźcie do ręki gazetę lokalną (o ile ktoś jeszcze coś takiego czyta). Pośród ogłoszeń typu “Oddam wersalkę” i “Sprzedam yorki z metryką” znajdziecie dziesiątki ogłoszeń dla “Pań”, które chcą mieć “szybki zarobek” lub pracować jako “ekskluzywne hostessy”, ewentualnie “w studiu masażu orientalnego”. Czyli po prostu ogłoszenia pod tytułem “szukamy prostytutki” ubrane w ładne słowa, które pasują do umieszczenia w gazecie.

Prostytutki nie kryją się po rynsztokach, nie są pod opieką naćpanych alfonsów i nie rekrutują współtowarzyszek swojego zajęcia pośród młodocianych uciekinierek. To całkiem prężny biznes i jak się raz do niego wyjdzie, to nagle zaczyna się dostrzegać naprawdę wiele rzeczy. Skąd Aśka z liceum miała zawsze najnowsze modele telefonów i wypasione ciuchy, skoro w domu aż bieda piszczała? Nie, nie dawała jej chrzestna, jak to ona twierdziła, tylko ona sama dawała dupy. Proste i logiczne, ale dopóki o tym głębiej nie pomyślisz, to nie wpadniesz na to. Po prostu lubimy udawać, że dziwek nie ma, że są tylko w brudnych miejscach, ale w filmach. A jak o kimś powiesz, że trudni się najstarszym zawodem świata, to albo masz zamiar tę osobę obrazić, albo się tylko tak podśmiechiwujesz z niej.

Zresztą co Wam będę przekonywać - weźcie telefon, wyłóżcie dwa złote na rozmowę i sprawdźcie same. Miła Pani zaprosi Was na spotkanie na miejscu, bo “to nie jest rozmowa na telefon”. Może zapyta o wiek, o doświadczenie i poda stawkę. Będzie Was nazywać “słonko”, “kochanie”, “ślicznotko”, bo burdel mamy lubią traktować swoje dziewczyny jak dzieci. Wiem, bo miałam epizod pracowania w takim miejscu, a “ogłoszenia towarzyskie” znalazłam w gazecie. Ale o tym napiszę następnym razem.

Zobacz komentarze (3) · Powrót do listy postów

Czy prostytutki całują klientów?

Taaaa… pocałunek jest intymniejszy niż seks? Dla wielu osób chyba tak, bo panuje ogólne przekonanie, że prostytutki nie całują klientów, a już na pewno nie te ekskluzywne. Dokładnie - robimy loda z połykiem za specjalną dopłatą, ale się nie całujemy. Ha ha ha. Dobra, są dziewczyny, które się nie całują i nawet za nie wiadomo ile kasy nie powiedzą do klienta “misiaczku”. Są też takie, które nie lubią analu czy oralu, więc nie ma co wszystkich kobiet oferujących seks za pieniądze wrzucać do jednego worka. Śmieszy mnie tylko to przekonanie, że prostytutki się nie całują, tak jakby to była oczywista oczywistość i uniwersalna prawda.

Teraz pewnie myślicie, czy JA się całuję z klientami? Tak, bo namiętny pocałunek nie jest dla mnie zbyt intymny, jest tylko kolejnym krokiem na drodze do polepszenia satysfakcji klienta. Poza tym dzięki temu poznaję nowe techniki pocałunku, bo każdy facet całuje się inaczej. Większość o całowaniu się nie wie nic, ale jest ten niewielki procent, który całuje tak, że nogi mi miękną. W końcu, dlaczego by nie czerpać więcej przyjemności ze swojego zajęcia?

Zobacz komentarze (6) · Powrót do listy postów

Praca i życie, czyli dwa światy

Kiedy pracujesz jako prostytutka, call girl czy dziwka (wybierzcie sobie określenie, które bardziej Wam odpowiada), to musisz w jakiś sposób rozgraniczyć pracę od życia. Wydaje mi się, że dziewczyny stojące na ulicy mają łatwiej - póki stoją i czekają na kierowców, to pracują, a jak wsiadają do podmiejskiego i wracają do mieszkania, to już jest fajrant. Ja tak nie pracuję, nie potrafię. Lubię być w mieszkaniu i nie lubię świecić tyłkiem na mrozie. Poza tym na ulicy mogłoby mnie rozpoznać za dużo osób. Póki studiujesz, to jest lepiej, ale potem wszystko się sypie, staje się w 100% panią swojego czasu i praca miesza się z życiem prywatnym. Klienci też tego nie ułatwiają - jeden chce przyjść na 10. rano, inny będzie po 13., a kolejny o 23. Ciężko odmówić, bo w sumie odmawiać kasy i przyjemności? Musiałabym być bardzo niewdzięczna.

Na samym początku miałam wysokie oczekiwania i marzyłam o księciu z bajki, który mnie przeleci z miłości, ale tak dobrze to nie ma. W życiu mogę mieć ukochanego, ale praca to nie miejsce na romanse! To przekłada się na każdy zawód, nawet na prostytucję. Tylko czasami klienci tego nie potrafią zrozumieć i próbują do mnie zagadywać o następne spotkania (!?), kiedy widzą mnie przypadkiem na ulicy. Wtedy nie zostaje nic innego niż spieprzać i udawać, że nie zna się osobnika. Prawie zawsze potem dzwonią i pytają “Wstydzisz się mnie?” i to jest znak, że trzeba sobie odpuścić spotkania, chociażby facet płacił po tysiąc za godzinę. Nie, nie wstydzę się Ciebie, nie wstydzę się mojej pracy, ale nie chcę, żeby pół ulicy uczestniczyło w naszej dyskusji o tym, kiedy się spotkamy następnym razem i czy zrobię ci loda z połykiem. Kiedy wybieram ziemniaki na obiad, to nie chcę się zastanawiać, który komplet bielizny mam wieczorem wybrać i jak mnie przelecisz.

Podwójne życie przekłada się także na obecny wygląd moich czterech ścian. Teraz mogę sobie pozwolić na podział mieszkania na strefę do mieszkania i strefę do pracy. Kurewskie kolory, koronki, wibratory i przygaszone światła zostają za zamkniętymi drzwiami - to dla mnie świętość. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno temu zapraszał klientów do tego samego łóżka, w którym spałam…

To nie jest łatwa praca, ale cholera - mi odpowiada! Nie wstydzę się tego, co robię, ale też nie rozpowiadam wszystkim naokoło, bo ludzie bywają wredni, a po co mam sobie psuć humor? Dlatego muszę cały czas pamiętać o tym, ile wie dana osoba. Po kilku latach w tym fachu łatwo się zapomnieć i powiedzieć komuś za dużo. Właśnie dlatego nie piję nigdy na domówkach, bo po alko rozwiązuje mi się język.

Dodaj komentarz · Powrót do listy postów

Pierwszy raz… jako galerianka (?)

Tak, tak… zaczęłam jako (prawie) galerianka. W pewnym sensie, bo nie chodziłam po centrach handlowych i nie dawałam dupy za parę dżinsów, ale przełom nastąpił w galerii. Chyba z każdym zawodem tak jest, że pewnego dnia jesz śniadanie albo wychodzisz na spacer z psem i nagle spływa na Ciebie oświecenie i już wiesz, co będziesz w życiu robić.

U mnie to się stało gdzieś pomiędzy jednym wieszakami z ubraniami. 19 lat, początkująca studentka i nowa mieszkanka dużego miasta. Wolność uderzyła mi do głowy. Biedna krewna ze wsi przyjechała do miasta. Przerzucając wieszaki z ubraniami, na które i tak mnie nie było stać (przypominam - studentka na pierwszym roku) wychwyciłam wzrok jakiegoś faceta, który przyglądał mi się dosyć intensywnie. Wizualnie - w ogóle nie interesują typ. Bliżej 40 niż 30, przeciętnie ubrany, wyglądający jak zmęczony życiem ojciec dwójki dzieci. No ale patrzył się na mnie, jakby chciał mnie tak przelecieć na środku tego sklepu, pośród luksusowych bluzek. Nigdy, NIGDY nie przepuszczałabym, że zagadam do takiego faceta, a jednak, chyba miał to “coś” w oczach. Zresztą później Tomek, bo tak mu na imię, został moim stałym klientem, ale nie o tym teraz.

Nasza gadka-szmatka skończyła się tak, że poszłam z nim na kawę, a potem do jego mieszkania. Tak po prostu, ryzykując, że może być zboczeńcem albo mordercą. Wierzę w przeznaczenie, bo co innego to miało być? Zagadać do średnio interesującego wizualnie faceta i 30 minut później obściskiwać się z nim na sofie w jego mieszkaniu? Nazwijcie to jak chcecie - głupota, wrodzone kurewstwo, prawa młodości. To nie był mój pierwszy raz w ogóle, bo święta nie byłam i miałam wcześniej chłopaka. Tylko że jednego, z którym bujałam się pięć lat, a przypadkowy seks mnie nie kręcił. Los bywa przewrotny.

W każdym bądź razie atmosfera robiła się coraz gęstsza, a Tomek coraz chętniej wpychał mi rękę pod sweter i nagle zapytał “To ile bierzesz?” Bam! Jakby dostała z liścia w twarz. Ale nie chciałam wyjść na cnotkę - niewydymkę, w końcu to ja do niego zagadałam, on się tylko gapił. Moje wahanie trwało może z trzy sekundy i przeżyłam chyba wszystkie możliwe emocje w tym czasie. Zgadnijcie, ile powiedziałam? 50 zł… Tak, 50 zł. Nie wiem dlaczego, jakoś tak mi się powiedziało i nie chciałam odkręcać, a przecież nie raz, nie dwa mignęły mi jakieś anonse erotyczne i dobrze wiedziałam, że za pół stówki to można zrobić komuś najwyżej laskę. No ale było i już nie wróci. W każdym bądź razie to był ten przełomowy moment i mój pierwszy raz za kasę - byłam przy tym sztywna jak kłoda i patrząc na to z perspektywy czasu, to ja powinnam Tomkowi zapłacić.

Czy można powiedzieć, że zaczęłam jako galerianka? Ja zawsze przewrotnie tak mówię, może nie miałam 13 lat i nie sprzedałam dziewictwa za dżinsy, ale cenę rzuciłam bardzo galeryjną. Dopiero potem zaczęłam się rozkręcać, przemogłam się na dobre, wrzuciłam jakieś ogłoszenia towarzyskie i biznes zaczął się kręcić, ale o tym napiszę innym razem.

Dodaj komentarz · Powrót do listy postów

Wszystko ma jakiś początek

Wszystko ma jakiś początek, więc ma go też ten blog, jak i moja hm… profesja? Czy bycie prostytutką to “profesja”, którą warto się chwalić? Dla niektórych tak, chociaż zakładam, że zaraz znajdzie się grono osób, które będą na mnie sypać gromkie hejty.

Ten blog nie powstał jednak w tym celu, założyłam go, bo potrzebuję miejsca, w którym mogę Wam pokazać, jak wygląda seks za pieniądze po polsku, to miejsce będzie moją powierniczką, a moim czytelnikom dam okazję zobaczyć płatny seks od kuchni. Znajdziecie tutaj tylko realne życie, życie kobiety, która sprzedaje swoje ciało za pieniądze i… dobrze jej z tym. Nie jestem dziwką dlatego, że muszę, jestem nią tylko dlatego, że chcę. Jestem dorosła, mam niezłe ciało, lubię seks i jeszcze mi za niego płacą - wszystko w zgodzie z zasadą “wybierz pracę, którą kochasz, a nie przepracujesz ani dnia”. Co jak co, ale moją pracę DOSŁOWNIE kocham, nawet kilkanaście razy dziennie.

Zapraszam, więc do świata spragnionych mężczyzn i chętnych kochanek, które wymieniają swoje wdzięki na materialne korzyści.

Zobacz komentarze (4) · Powrót do listy postów