Szaleństwo jednej nocy

Zbliżała się druga rocznica naszego ślubu. Zastanawiałam się, jaką niespodziankę przygotować dla Jarka, mojego męża. Wiedziałam, że powinno to być coś oryginalnego i zaskakującego. Bielizna odpadała, zegarków nie nosił, perfumy podarowałam mu pod choinkę. Szukałam pomysłu ponad dwa tygodnie, w końcu ze swoich rozterek zwierzyłam się Ilonie, najbliższej przyjaciółce. Nie mam żadnego pomysłu – żaliłam się podczas babskiego wieczoru w pubie.

- A byłaś w sex shopie? - wypaliła przyjaciółka ni z gruszki, ni z pietruszki.

- Nie, a po co miałabym tam być? Nie potrzebujemy żadnych wspomagaczy ani ulepszaczy seksu.

- Nie zaprzeczam, ale w sex shopie możesz kupić erotyczne przebranie i kilka akcesoriów, które pozwolą zaaranżować ciekawą scenkę, Jarek na pewno będzie zadowolony, sama mówiłaś, że lubi takie przygody.

- Oboje lubimy... - zamyśliłam się na propozycją Ilony. Pomysł był faktycznie dobry, poza tym przyjaciółka deklarowała, że wybierze się tam ze mną. Umówiłyśmy się na piątkowe popołudnie. Wybór był spory, zdecydowałam się na przebranie stewardesy, do tego dobrałam olejek do masażu i różowe kajdanki, którymi Jarek mógł mnie przykuć do łóżka. Ustaliliśmy wspólnie, że naszą rocznicę będziemy obchodzić w sobotę.



Przygotowałam romantyczną kolację, Jarek zadbał o nastrój w postaci delikatnej muzyki oraz gorącej kąpieli z płatkami róż. Wręczył mi też prezent – różową, przezroczystą koszulkę i szlafroczek, nota bene, zestaw bardzo seksowny. Po kąpieli i erotycznym masażu, który potraktowałam jak grę wstępną, a przynajmniej jej preludium, założyłam koszulkę i pozwoliłam Jarkowi przenieść się przez próg naszej sypialni. Obok łóżka znalazłam kolejny prezent, który rozpakowałam z niecierpliwością. Ku mojemu zaskoczeniu był tam pejczyk i smycz, nota bene kupione w tym samym sex shopie. Zrobiło się romantycznie i ekstremalnie, Jarek rozpakował prezent ode mnie i oboje wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Założyłam strój stewardesy i – wykorzystując wrodzony talent aktorski – odegrałam ciekawą scenkę. Jarek przykuł mnie do łóżka, czułam się bezbronna, fizycznie ubezwłasnowolniona i jednocześnie pożądana.

Oboje lubimy łóżkowe eksperymenty, wiedziałam więc, że nasze igraszki nie skończą się na tradycyjnym bzykaniu.


Nie myliłam się, Jarek wyjął wibrator i zaczął mnie nim delikatnie pieścić. Zaczął od piersi. Czułam przyjemny dreszczyk, wibracje były delikatne, ale wyczuwalne. Jarek pieścił moje piersi i brzuch, wspomagając zabawę językiem. Gdy doszedł do cipki zaczęłam jęczeć, moje ciało wypełniało przyjemne ciepło, wiedziałam, że czeka mnie wyjątkowa doza przyjemności.

Wkładając wibrator do mojej cipki, Jarek zmaksymalizował intensywność wibracji. Zaczęłam krzyczeć, wiłam się po łóżku, jednak mąż cały czas bawił się wibratorem i moją cipką. W krótkim czasie osiągnęłam orgazm. Następnie Jarek wszedł we mnie od tyłu, posuwał mnie równo i energicznie, dokładnie tak, jak lubię. Mocny klaps w pupę to znak, że kolej na zmianę. Założyłam Jarkowi obrożę, wzięłam do ręki pejczyk i zaczęłam tresować. Początkowo stawiał opór, jednak po chwili i słusznych karach w postaci klapsów, posłusznie wykonywał moje polecenia. W ramach nagrody wypieściłam jego klejnoty, ssałam i masowałam penisa, lizałam jądra. Na koniec dosiadłam Jarka niczym jurnego ogiera, ujeżdżając do momentu, aż oboje osiągnęliśmy najwyższy szczyt rozkoszy.

1 komentarz:

wtorek, 26 grudnia 2017 21:08 przez ~Julia

fajne! https://jezuwszystkozajete.blogspot.com/

Odpowiedz

Dodaj komentarz:

Twój pseudonim
Treść
Jak miał na imię Adam Mickiewicz?