Wyszukiwarka ogłoszeń towarzyskich Pamiętnik prostytutki
Powered by SzukajDivy.pl

Praca w burdelu

Jak już pisałam, do burdelu trafiłam przez Maćka, a ogłoszenie znalazłam w gazecie. Zadzwoniłam, poszłam do klubu na spotkanie. W ogóle to szukali tam tancerki, ale ze mnie bardziej obciągara niż tancerka. Na szczęście dobrze się prezentowałam, miałam doświadczenie w branży usług seksualnych, więc Miśka (czyli moja przyszła burdel mama, chociaż ona sama by mnie zabiła za to określenie, bo przecież to klub, a nie burdel!) i jej facet mnie przyjęli.

Dostałam nawet mundurek - dżinsową mini, kabaretki i koszulkę do pępka, czyli zestaw typu “wieś tańczy, wieś śpiewa”. Za godzinę seksu brali 150 zł, z czego 100 szło do mnie, a reszta dla nich. Do tego napiwki i czasami jakieś ekstra od szefowej, płatne co wieczór. Trzeba było podchodzić do klientów, pracowała nas tam szóstka w tym samym czasie - trzy dziewczyny przede wszystkim tańczyły, a kiedy miały ochotę, to szły na numerek z klientem, a reszta zajmowała się serwowaniem drinków i zadowalaniem klientów, także seksualnie.

Nie powiedziałabym, że to było przyjemne miejsce pracy, stawki mieli niskie, więc i klienci czasami niezbyt ciekawi. No i mieli piwo po 6 zł, więc ochroniarze dosyć często musieli “wypraszać” miłych dżentelmenów, którzy kupowali sobie piwko, patrzyli na tancerki i na nas, a pod stołem walili konia. Hajs się zgadzał jednak, więc to było najważniejsze, a do lokalu nie wchodzili młodzie faceci, więc byłam spokojniejsza o to, że Maćka tam nie spotkam. Poznałam tam za to K., która do dzisiaj jest moją drogą przyjaciółką i czasami nawet robimy jakieś akcje we dwie dla specjalnych klientów.

Najbardziej zabójcze dla mnie były jednak godziny pracy, bo zaczynałam wieczorem, a kończyłam praktycznie nad ranem. Powrót do domu, do łóżka na chwilę dosłownie i potem uczelnia, po uczelni coś zakuć w razie potrzeby (bo na naukę sił nie starczyło) i już trzeba było się szykować do pracy. Największa rzeź była w weekendy, ale wtedy przychodziły jeszcze dwie lub trzy Ukrainki do klientów. Rotacja była spora, pracowały tam laski mające 35 lat, jak i takie, które dopiero co dowód osobisty odebrały z urzędu. Nie byłyśmy podzielone na stałe zespoły, co trochę psuło atmosferę, bo nie można było nawet nikomu przekazać informacji na następny dzień, a Miśka zlewała niektóre tematy.

Było, minęło- to jest chyba moje motto życiowe i w tym przypadku też nie rozpatruję. Kiedy uporałam się z Maćkiem (napiszę jak), to szybko rzuciłam ten dosłowny i przenośny burdel. Gdybym nie miała teraz alternatywy, to pewnie bym znowu zarabiała w klubie, zresztą sporo dziewczyn sobie taki sposób zarobku chwali. Z tym że wybrałabym mądrzej miejsce.

Dodaj komentarz:

Twój pseudonim
Treść
Jak miał na imię Adam Mickiewicz?