Wyszukiwarka ogłoszeń towarzyskich Opowiadania erotyczne
Powered by SzukajDivy.pl

Lodzik za 30 złotych? Tak, to możliwe!

Lodzik za trzy dychy? Okazuje się, że wszystko jest możliwe… chociaż po drodze można przeżyć wiele przygód. Marzec był dla mnie niezbyt łaskawym miesiącem, pod opłaceniu wszystkiego i zakupie najpotrzebniejszego jedzenia zostało mi 50 zł w portfelu… A że nie samym chlebem człowiek żyje, to chciałem jeszcze sobie trochę poruchać. No, ale za 50 zł nie ma szans nawet laski do kina zabrać, a co dopiero zapłacić prostytutce… Na szczęście lodziki są mniej kosztowne. Tylko, że szkoda mi było zostać zupełnie bez kasy, więc w ramach eksperymentu chciałem sprawdzić, czy lodzik za 30 złotych będzie możliwy.

Na początku zacząłem od researchu w sieci - ogłoszenia erotyczne pełne są panienek, które lubią robić oral, uzbrojony w nieograniczony dostęp do internetu i trochę ograniczone środki na telefonie rozpocząłem poszukiwania. “Za 30 zł?! Chyba Ciebie pojebało!” - to najczęstsza odpowiedź jaką otrzymywałem. Już miałem się poddać, ale zaraz, zaraz… Internet to nie wszystko. Szybki prysznic, 30 zł i bilet miesięczny w kieszeń i wyruszyłem na łowy. Doskonale wiedziałem, gdzie muszę iść, żeby znaleźć dziwki, ale te najtańsze stacjonowały już prawie poza granicami miasta przy lesie.

Kiedy jedziecie na dziwki, to sprawdźcie dobrze rozkład jazdy autobusów - ja tego nie zrobiłem i wylądowałem 4 kilometry od miejsca przeznaczenia przez remonty… Ale co to dla takiego zucha jak ja, nogi za pas i zasuwam. Kiedy jedziecie na dziwi, to weźcie ze sobą parasol - ja tego nie zrobiłem, a w połowie drogi do celu zaczęło lać. Cholera. Ale się nie poddałem, w końcu nauka tego poświęcenia ode mnie wymagała - lodzik za trzy dychy godny jest każdego poświęcenia.

Kiedy w końcu dotarłem na miejsce, to jedna z prostytutek, Ewcia, przygarnęła mnie pod swój parasol. Na wiele mi to nie pomogło, bo właśnie przestawało padać, a ja już i tak byłem tak mokry, że kilka kropli więcej czy mniej różnicy mi nie robiło. Jednak Ewa sama mnie wyrzuciła spod parasola, kiedy jej zaproponowałem trzy dychy za lodzika - u niej kosztuje minimum 70 złotych, a moja oferta strasznie obraziła divę, która nastroszyła się jak kot.

Kolejna dziewczyna - to samo. Następna - też. Zirytowałem się trochę, ale następna dziwka poradziła mi, żebym wybrał się do Nastki, która dopiero do przyjechała z Ukrainy i ma bardzo ekonomiczne ceny, doskonałe dla takich zdesperowanych biedaków, jak ja. Tylko problem w tym, że Nastki tutaj nie ma, dzisiaj jest na mieszkaniu swojego chłopaka i tam obsługuje klientów. Dostałem adres i z wodą chlupiącą w butach ruszyłem w kierunku najbliższego przystanku autobusowego.

Kiedy dotarłem na miejsce, było już grupo po 18, zaczynało się ściemniać, a ja dopiero zacząłem wysychać, chociaż w butach nadal miałem jezioro. Już prawie, prawie miałem wracać do domu, ale skoro już tyle (dosłownie) przeszedłem, to głupio byłoby teraz wracać. W końcu znalazłem odpowiedni blok, zadzwoniłem domofonem - na szczęście Nastka była wolna i domofonem otworzyła drzwi, kazała wejść na 4 piętro, mieszkanie numer 11.

Oczywiście, spragniony tego cholernego oralu, postanowiłem pojechać windą, chociaż Nastka wyraźnie powiedziała, żebym wszedł. Teraz zgadnijcie co się wydarzyło - wjechałem, zrobiła mi głębokie gardło i zapłaciłem jej 30 zł, czy może winda się zepsuła i utknąłem na prawie 4 godziny pomiędzy 2 a 3 piętrem? Wybraliście odpowiedź numer dwa? No to gratulacje, wybraliście dobrą odpowiedź. Ze zmęczenia i irytacji nawet nie zerknąłem na kartkę zawieszoną na drzwiach, a do tego akurat w ten wieczór jedno z osiedli miało jakieś mega awarie i technik dotarł z ogromnym opóźnieniem, żeby mnie uwolnić…

W czasie nieplanowanego postoju zdążyłem wyschnąć, ale także porządnie zgłodnieć, mimo to lodzik za 30 wydawał mi się nadal kuszącą propozycją i powędrowałem schodami na czwarte piętro i zapukałem do mieszkania numer 11. Drzwi otworzyła mi chyba najbardziej zjawiskowa dziewczyna świata, ubrana tylko w majteczki i kusą koszulkę nocną, spod której doskonale mogłem zobaczyć sterczące sutki. Mój penis już był gotowy do działania.

- Nastka? - zapytałem nie pewnie, na co dziewczę wydarło się w głąb mieszkania.

- Naaaastkaaaa - zakrzyczała ślicznotka. - Do ciebie.

Czyli to jednak nie moja lodziara, ale byłem nadal pełen nadziei… którą trochę straciłem, kiedy podeszła do mnie mocno umalowana kobieta po 30., która urodziła chyba z piątkę dzieci, oceniając po jej figurze. Ale dobra, nie ciało mnie obchodzi, tylko cena i umiejętność.

Nastka powiedziała, że za trzy dychy, to ja będę miał coś ekstra. Zaprosiła do mieszkania i swojego pokoju, skorzystałem z łazienki, w brzuchu mi burczało, idę na tego lodzika za 30! Nastka się nade mną pochyla, już, już ma brać w usta, ale nagle krzyczy - No przecież miał być lodzik specjalny! - odwraca się dosłownie na chwilę i za sekundę… nie ma już zębów.

Czaicie? Ukrainka wyciągnęła sobie sztuczne zęby, żeby mi zrobić loda! Fiutek mi automatycznie opadł, cały humor prysł. Za takie “specjalne” lodziki podziękuję, tylko podciągnąłem portki i już mnie nie było. Ja rozumiem, że niby bez zębów lepiej, ale mogła przynajmniej uprzedzić, czy coś… Na takie atrakcje nie miałem ochoty.

Więc wracam do domu, już prawie północ, ciemno, zimno, autobusów jak na lekarstwo, więc idę z buta. A tu nagle zza winkla prostytutka się napatacza.

- Szefie - lekko bełkocze, co wskazuje na to, że na odwagę wypiła. - A może lodzika?

- Nie, nie dzięki - odpowiedziałem jej, bo tego dnia wrażeń związanych z lodzikami miałem aż jak nad to.

- Ale szefuniu - krzyknęła za mną. - Dla ciebie lodzik po 30!

Jak szedłem, tak zawróciłem. To chyba był prezent od Wszechświata, zasłużony lodzik, po dniu pełnym wrażeń. Co prawda na stojąco, oparłem się tylko o mokry i zimny mur, z duszą na ramieniu, żeby przypadkiem ktoś nas nie zobaczył. Chociaż… z drugiej strony można by powiedzieć, że to był szybki i gorący numerek, a możliwość bycia zobaczonym sprawiła, że cała przygoda była bardziej ekscytująca. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - lodzik za 30 zaliczony, laska nawet cycki wyciągnęła na wierzch, żebym miał lepsze widoki. A orgazm był niczego sobie, a kiedy wróciłem do mieszkania, to spałem jak zabity, bo wraz ze spermą uszedł ze mnie stres całego dnia. Podsumowując - eksperyment “lodzik za 30” uważam za udany!

Dodaj komentarz:

Twój pseudonim
Treść
Jak miał na imię Adam Mickiewicz?